Header image  
Listy do redakcji

Zamieszczone tutaj listy odzwierciedlają poglądy ich autorów. Nie ingerujemy w treść listów z wyjątkiem usuwania słów obraźliwych. Będziemy publikować tylko listy podpisane imieniem i nazwiskiem. Zastrzegamy sobie prawo do komentowania i skracania nadesłanych materiałów.

 

 

Bardzo mi przykro, gdy czytam, co się dzieje w naszej misji za sprawą księdza Frydrycha. Andrzej Szmidt mógłby, a może nawet powinien zgłosić na policję napad na niego przez p. Maziarza, byli na pewno świadkowie. I trzeba nadal walczyć, aby nasza misja była taka jak dawniej. A może znależć jakieś nowe miejsce i tam mieć Msze w niedziele, na którą by przyjeżdżał ksiżdz z Los Angeles. Ale na to trzeba by było miec pewno zgodę biskupa. To są tylko takie moje przemyślenia.

Pozdrowienia

Elżbieta Radzio-Andzelm

__________________________________________________________________

 

Moi Drodzy Przyjaciele Polacy,

Bardzo podobna, o ile nie taka sama sytuacja była w Parafii Phoenix. Zaczeliśmy od 1-nej Mszy Świętej u Św. Teresy (Kościół Amerykański) aż "dorobiliśmy się" nowej Misji na 7th Street. Po czasie "wszyscy parafianie" byli skłóceni. Tamtejszy ksiadz Chrystusowiec lubił hazard i ciągle "ginęły" z Parafii pieniądze. Wszystko się zmieniło z nastaniem "nowego" i teraźniejszego księdza, też z rodziny Chrystusowców. Parafia kwitnie jak nigdy. Sprzedali "stary" i zakupili "nowy" kosciół. Robią zabawy, pikniki i festivale. Górale trzymają wartę przy dzieciątku w Święta Bożego Narodzenia. Mieszkając w Scottsdale przez 12 lat, widziałem te zmiany na "własne oczy".

Do San Diego przyjechałem ponad 2 lata temu i to co widzę przechodzi "ludzkie pojęcie". Nie widzę jedności, w Kościele coraz mniej parafian! Wszystkie polonijne organizacje i prywatne osoby "odsuwają" się od Polskiej Misji. Nie wiem gdzie to zdąża! Ksiądz przeciez nie może istnieć bez kościoła, ale kościół może istnieć bez księdza. Potęguje tą sytuację "kara", którą niestety muszą ponosić parafianie za księzy, którzy nie potrafią pogodzić się z celiebatem. Pragnąłbym tylko wiedzieć jak ta sytuacja, która w końcu trafiła do sadu i nie tylko w Kalifornii, była tak "tolerowana" przez przełożonych. Pragnę dodać, że namawiając nas do Sakramentu Spowiedzi, księża również podlegają temu prawu. Jak to mogło tak długo trwać bez żadnych konsekwencji ze strony przełożonych! Trudno się dziwić, ze taka sama sytuacja jest w naszej Parafii, gdzie finansowo wspierający parafianie nie mają głosu a ich głosy są ignorowane przez "tych samych przełożonych". Ostatni Festiwal Polonijny (nie kościelny) przyniósł potencjalne zyski dzięki sponsorom i kilkunastu ludziom, którzy poświęcili czas, pieniadze, życie prywatne i socjalne. Nie wiem dlaczego te pieniądze mogą być przeznaczone na jakiekolwiek "inne" cele. Do tej pory nie usłyszałem szczerego podziękowania od naszego księdza tym wszystkim, którzy przyczynili się do tego sukcesu. Chciałbym również wiedzieć kto podjął tak istotną decyzją na zainstalowanie a/c w Misji wbrew "prawom fizyki" za którą parafianie "słono" zapłacili.

Z żalem w sercu,

Andrzej Wieczorek

 

__________________________________________________________________

 

Zdaję sobie sprawę, że mój e-mail nie polepszy sytuacji, ale zostałam poproszona aby przekazać w skrócie moją rozmowę z przedstawicielką grupy festiwalowej.

Pani ta, przekazała mi  informację że po trzecim głosowaniu zarząd, postanowił wykreslić zespól Polonez z programu festiwalu. Przyczyna... członkowie naszej grupy nie są zwolennikami polityki gospodarza w Naszej Misji.

Oczywiscie jest to prawda! Natomiast jest błędem stwierdzenie, że Polonez miał celowo wejsć na scenę i manifestacyjnie zejść nie tańcząc. Osoba ta, twierdziła, że ona na początku też była przeciwko księdzu, ale teraz jej się oczy otworzyły i to nie ksiądz jest "diabłem" tylko ludzie, którzy go opluwają. Twierdzi ona, że kościół to monarchia z królem na czele, którego pownniśmy słuchać bezgranicznie. Kościół przetrwał ponad 2000 lat więc coś w tym jest. Nasz ksiądz nie jest taki, czy taki, tylko jest dobrym człowiekiem, który chce budować i robić wszystko jak jest w przepisach ....Całe nieporozumienie z domem za półtora mil. jest okropne. Naszej Misji została odebrana posesja i podarowana osobie która teraz się jeszcze bardziej wzbogaciła, a my nic z tego nie mamy. Poruszona też była kwestia strony internetowej....jesli nie zostanie zamknięta, to Polonez jest skreślony. Oczywiscie pani ta nawoływala nas do ”złożenia broni" i budowania kościoła tak jak to wspaniale ksiądz Frydrych robił w Huston przez 10 lat. Tam to Polacy dają na kościół, nie to co  tu w SD. No cóż, jak już powiedziałam na innej stronie internetowej, moja noga w kościele już nie stanie....czuję się bardzo obrażona....Zdaję sobie sprawę, że niektóre osoby twierdzą, że w ogóle nie powinniśmy zgadzać sie na występ na festiwalu, ale....u nas w grupie też było głosowanie i decyzja byla wspólna. Ja nie jestem " królową " 

Pozdrawiam Wszystkich,  

Ewa Chrzanowska.

Według posiadanych przez nas informacji "przedstawicielką grupy festiwalowej" była Anna Tempczyk-Russell.


__________________________________________________________________

 

Szanowny Ksieze Tadeuszu,

 

Bedac czlonkiem Misji w San Diego poczulem sie zobowiazany napisac kilka slow odnosnie naszej parafii I atmosfery jaka ja otacza. List odczytany w kosciele w ostatnia niedziele wprowadzil mnie w zastanowienie - dokad dazymy I jakie beda owoce tej drogi. Jestem czlonkiem parafii SD od 20 lat (od czasow Ks Gorki), przez ostanie kilka lat uczestniczylem w Radzie Parafialnej. Uwazam ze nie pomoze nam list Ksiedza napisany w pieknym poetyckim stylu. Potrzeba nam innej pomocy w formie bezposredniej konfrontacji, potrzeba nam prostego jezyka I pomocy w rozwiazaniu bierzacych problemow. Uwazam ze osoby prowadzace wspomniana internetowa strone wlozyli bardzo duzo pracy w budowe Misji I nie ma mowy o budowaniu przez nich celowej niezgody. Co mysla o tym inne osoby ktore nie maja nic wspolnego ze strona internetowa a sa jednak emocjonalnie dotknieci obecna sytuacja? Czy dalej czuja wewnetrzna radosc I podziekowanie za lata pracy wlozone w materialna I duchowa budowe kosciola? Znam wiele osob ktore przeszly do kosciola w jezyku angielskim....mowia ze jest blizej I nikt sie tam nie kloci. Nie mozemy sobie pozwolic na upadek naszego kosciola w ktory wlozylismy tyle lat pracy. Uwazam ze jedyna droga prowadzaca do rozwiazania konfliktu jest droga konfrontacji ktorej nam wszystkim brakuje. Sa przeciez zawsze dwie strony karty,czy Ksiadz zna je dokladnie obydwie? W dniu dzisiejszym ujawnily sie w naszej parafii obozy parafian a Parafia w moim zrozumieniu powinna byc jednoscia. Jak dlugo jeszcze bedziemy trwac w goryczy nieporozumien? Prosze o pomoc dla Ks Jerzego, prosze o pomoc dla wszytkich oddalonych od kociola, prosze o pokazanie nam drogi do jednosci. Przeciez chcac uscisnac dlon blizniego trzeba najpierw swoja dlon blizniemu podac.

 

Z Bogiem,

Zbigniew Oleksiewicz

__________________________________________________________________

 

Ponieważ zostałam poinformowana o powstałej stronie internetowej, korzystam z niej w celu podzielenia się spostrzeżeniami z ostatniej niedzieli 12 sierpnia 2007.

Pierwsze: na mszy św. o godz. 11:00 parafianie zostali poinformowani z ambony, ze wyjeżdżając na wakacje Ksiądz Jerzy Frydrych zapomniał o swięcie Matki Boskiej Zielnej 15 sierpnia, nie załatwił zastępstwa i dlatego mszy św. w Polskiej Misji w tym dniu nie bedzie. Ksiądz ZAPOMNIAL o swięcie kościelnym?! To oburzające! Utwierdza się tym samym przekonanie, że ksiądz Frydrych źle radzi sobie ze swoimi obowiązkami!

Drugie: po tejże samej mszy św. do pp. Pietrzyków udały się dwie osoby z rad mianowanych przez księdza Jerzego Frydrycha p. Niemirowska i p. Przybylska oznajmiając im, że są zwolnieni z obowiązków sprzątania kościoła i terenu misji i mają oddać klucze. Pp. Pietrzykowie sprawowali ten obowiązek od 13 lat, dla Polskiej Misji pracowali od momentu jej powstania, pracowali z wielkim poswięceniem, nie szczędząc czasu i sił. Ich wkład w działalność tego koscioła jest olbrzymi i niekwestionowany. Zaskoczeni więc taką decyzją, pp. Pietrzykowie odmówili dostosowania się do żądań popleczników księdza Jerzego do czasu jego powrotu z wakacji i otrzymania takiego polecenia od niego osobiscie.

Jak widać, ksiądz Frydrych nadal posługuje się innymi w swoich manipulacjach i nie stać go było na to, żeby stanąć twarzą w twarz z tymi zasłużonymi parafianami i przekazać im decyzje o zwolnieniu (a powinno to być gorące podziękowanie i kwiaty!) Jest świetne określienie na to w języku ang. "cowardly act". I trzeba zaznaczyć, że o sprawach takich ksiądz Frydrych NIE ZAPOMNIAL przed wyjazdem na wakacje. Inna rzecz, że znalazły się osoby, które polecenie księdza z dziką satysfakcją pp. Pietrzykom na tyłach kuchni przekazały.

Czy nie należałoby zadać pytania Chrystusowcom: czy to są wartości, które wpaja się członkom tego Stowarzyszenia? W końcu ksiądz Jerzy Frydrych miał w Poznaniu nauczycieli, miał mentorów - co oni na to? Ksiądz Jerzy miał kolegów, z którymi spędził lata w seminarium, sa oni teraz rozsiani po całym świecie, czy nie mieliby żadnego komentarza?

Z powazaniem,

Anna Hubbell

Spróbowaliśmy się dowiedzieć więcej o tej sprawie rozmawiając z dwoma osobami mianowanymi do nowych rad i obecnymi przy tym wydażeniu:

Pani Przybylska zapytana czy ksiądz o tym zwolnieniu wiedział, odpowieziała, że tak.

Pani Niemirowska stwierdziła, że była tylko obecna przy tym wydażeniu, ale się nie odzywała i wcześniej o całej sprawie nie została poinformowana. Dzwoniła do Pana Langiewicza i był On również zaskoczony tą informacją.

Jacek Dobaczewski

__________________________________________________________________

Szanowni Państwo,

Mieszkam daleko od San Diego. Nie mam bezpośredniego kontaktu z parafią i od kilkunastu dni, tj. od czasu gdy powstała strona internetowa "NaszaMisja", nie wiem co się dzieje w krytycznie ważnej sprawie, za jaką uważam istnienie i przyszłość Polskiej Misji. Czy jest jakaś nadzieja na coś w rodzaju arbitrażu, czy to ze strony biskupstwa, czy też przełożonych ks. Jerzego? Czy do ks. Jerzego dociera, iż nie jest on popularnym pasterzem swoich owiec? Czy ktoś zdołał dowiedzieć się, czy na placówkach, gdzie pracował on zanim objął parafię w San Diego, też miał on konflikt z wiernymi? Czy jest jakaś nadzieja, aby albo ks. Jerzy radykalnie zrewidował swoje postępowanie, względnie aby został on zastąpiony inny kapłanem? Jeśli żaden z tych warunków nie zostanie spełniony, to obawiam się, że będzie to tylko kwestia czasu, kiedy Nasza Misja przestanie być naszą, to znaczy przejdzie ona na własność diecezji, a ta zapewne sprzeda ją, aby podreperować swój chwiejący się budżet.

Witek Frączek

Napiszcie co o tym myślicie. Chętnie umieścimy Wasze odpowiedzi na ten list.

__________________________________________________________________

Wspaniale opracowana strona, otwierająca oczy i uszy tym którzy nie chcą widzieć i słyszeć. Gdyby jeszcze wersja angielska się pojawiła, pomogłaby ona znaleźć pomoc u fachowców finansowych.

Natychmiast zamieszczam link na stronie http://www.poloniasandiego.us

Gratuluje, Piotr Sobczak

 

__________________________________________________________________

Moi Kochani.


Całkowicie zgadzam się z opinia Pana Waldemara Niecieckiego (kliknij, aby przeczytać) i uważam że pozostała nam jedynie droga prawna na pozbycie się nielubianego księdza Chytrusowca. Zostały już wyczerpane wszystkie możliwości ugodowe i czas na opanowanie tej frustrującej sytuacji przez prawnika. Czas pracuje na korzyść księdza, który jeszcze skuteczniej będzie manipulował sytuacją mając poparcie zakonu chytrusowców oraz biskupa.

Barbara Brandys

 

__________________________________________________________________

Szanowni Podpisani pod listem „Zapraszamy na strone NaszaMisja.org”


Po przeczytaniu Waszego listu i po zapoznaniu się z dokumentami zawartymi na stronie komputerowej www.NaszaMisja.org, nie watpię, że powodują Wami motywy ratowania Misji św. Maksymiliana Kolbe w San Diego. W pełni się z Wami solidaryzuję. Byłbym bardzo zawiedziony, gdyby wskutek zaistniałego kryzysu polska Misja w San Diego miała zakończyć swoją działalność. W powstanie i utrzymanie tej Misji, będącej duchowym domem dla wielu zamieszkałych w San Diego Polaków, miejscem spotkań towarzyskich, a do pewnego stopnia nawet „ambasadą” Polski w San Diego, wiele osób włożylo przez wiele lat bardzo wiele wysiłku.

Popieram Waszą akcję bedąc pewien, że macie na względzie tak dobro Kościola, jak i dobro Misji, w której życiu aktywnie uczestniczycie conajmniej od kilku już lat. A że macie święte prawo z taką inicjatywa wystąpić, powołam się na obowiązujący Katechizm Kościoła Katolickiego (Pallotinum, Poznań, 1994). Na stronie 226 tego katechizmu, paragraf 907, napisano że: [Świeckim] „stosownie do posiadanej wiedzy, kompetencji i zdolności, jakie posiadaja, przysługuje (im) prawo, a niekiedy nawet obowiązek wyjawiania swego zdania świętym pasterzom w sprawach dotyczących dobra Kościoła oraz – zachowując nienaruszalność wiary i obyczajów, szacunek wobec pasterzy, biorąc pod uwage wspólny pożytek i godność osoby – podawanie go do wiadomości innym wiernym”. (Jest to dosłowny fragment z Kodeksu Prawa Kanonicznego, kanon 212, zacytowany ze wspomnianego Katechizmu).

Z powodu zamieszkiwania w odległości 2 godzin jazdy samochodem od Misji, jestem parafianinem niestety rzadko w niej bywającym. Jednakże, na przestrzeni minionych kilkunastu lat, wielokrotnie brałem udział we Mszach Świętych odprawianych w naszej misji. Moje dzieci (Tomasz i Zofia), przygotowywały się do Pierwszej Komunii Św. pod światłym kierunkiem doskonałego kapłana i pedagoga, ks. Edwarda. Przy każdej okazji, gdy byłem w San Diego, z przyjemnością podążałem wraz z rodziną do Misji, gdzie panowala atmosfera serdeczna, pełna przyjaźni do wszystkich i każdego, zgodna z duchem Ewangelii. Nie wątpię, że była to atmosfera miłości Chrystusowej. Tak to przynajmniej ja przez te lata bywania w Misji odbierałem. Wiem, że wcale liczna grupa Polaków zamieszkałych równie daleko od San Diego jak ja, szukała okazji, aby wybrać się do San Diego i uczestniczyć we Mszy Św., w tym wlaśnie polskim kościele, pod wezwaniem św. Maksymiliana Kolbe.

Przyznam, że nigdy nie zdarzylo mi sie rozmawiać z ks. Jerzym. Zdarzalo mi się za to wielokrotnie prowadzić mniej i bardziej formalne rozmowy z księżmi Stanisławem i Edwardem. Ks. Jerzy wydawał się niedostępny. Z rozmów ze stałymi parafianami, a nawet z osobami aktywnie pracującymi dla polskiej parafii w San Diego wiem, że pod względem osobowości ks. Jerzy jest diametralnie inny, niż jego popularni poprzednicy. Cóż, każdy człowiek ma prawo mieć swój charakter, a więc i ks. Jerzy także...

Problem, jak mi się wydaje, polega między innymi na tym, że w zawodzie kapłana, osobowość człowieka ma zasadnicze znaczenie dla jego zdolności prowadzenia posługi kaplańskiej. Jak to się stało, że w przeciągu niecałego roku od objęcia obowiązków proboszcza przez ks. Jerzego, ze świetnie funkcjonującej wspólnoty parafialnej, Misja w San Diego zmieniła się w środowisko ludzi podzielonych na obozy, sfrustrowanych pogarszającą się współpraca parafian z ks. Jerzym, a w niektórych przypadkach, coraz to bardziej krytycznych wobec Misji, oraz Kościoła, jako organizacji. A czyż Kościoła nie tworzą wierni? Cóż, jeśli najbardziej ofiarnych spośród swoich parafian ks. Jerzy zantagonizował, doprowadził do frustracji, jeśli nie do rozpaczy? Czyż nie są dowodem na to listy o odwołanie kapłana z jego funkcji w parafii, czy inicjatywa powstania strony internetowej mającej na celu wyjaśnienie nieporozumień i próbę rozwiązania narastającego od kilku miesięcy konfliktu? Co musiało się zdarzyć, aby dotychczas wierni parafianie, zdecydowali się wołać o pomoc w sprawach parafii pozą parafią? Jak musieli być zdeterminowani, aby odważyć się na tak śmiały krok? Determinacja ta świadczy chyba o wyczerpaniu przez wzywających pomocy innych dróg rozwiązania doskwierającego im konfliktu.

Reakcje na pytania o sytuację w kościele polskim w San Diego wahają się od „nie chcę o tym mówić”, po gorzkie wyliczanie popełnionych przez parafialnego Pasterza błędów i bezskutecznych prób porozumienia się z nim. Czy to są korzystne warunki do ewangelizacji zgromadzonej wokól Misji polskiej grupy etnicznej? Czy ktoś tu nie gorszy swoich parafian, a przez to naraża ich na konflikty sumienia, na zbędny krytycyzm wobec Kościoła jako organizacji? A czyż Chrystus nie mówił do swoich Apostołów, że będą jego świadkami i że poprzez nich inni ludzie poznają samego Chrystusa? Czyż w tej roli świadka nie występuje w pierwszym rzędzie Pasterz parafii, a więc instytucjonalnie i hierarchicznie osoba, która powinna dawać najlepszy przykład i powinna być „świadkiem”? I choć wszyscy zdajemy sobie sprawę, że ksiądz to tylko człowiek, to jest on jako osoba powołana i namaszczona postrzegany jako ten, który ma stanowić wzór życia w cnocie i pokorze, w służbie Panu i bliźniemu, a nie gorszyć i powodować niesnaski, nieporozumienia, czy płacz osób, które czują się pokrzywdzone? W Ewangelii napisane jest, co należy zrobić z okiem, które gorszy...

Nie wzywam oczywiście do tak drastycznych reakcji wobec mało, jak słysze, lubianego ks. Jerzego. Gdy dowiedziałem się o szeregu „kontrowersji” z jego udziałem postanowiłem, że do tego kościoła, póki ks. Jerzy jest tam proboszczem, nie pójdę. Trudno by mi było skupić się tam na modlitwie i słuchać w nabożnym skupieniu homilii ks. Jerzego, wiedząc o nim to i owo... Tyle jest przecież innych kościolów katolickich w San Diego i okolicach, że uważam za bezcelowe podnoszenie sobie poziomu frustracji.

Po przeczytaniu odpowiedzi ks. Prowincjała (na stronie internetowej) na listy z Misji odniosłem wrażenie, że cofnęliśmy się od 50 lat wstecz, do czasów sprzed Soboru Watykańskiego II. A mamy przecież wiek XXI, kiedy obowiązuje, także w Kościele katolickim otwartość na argumenty wiernych. W zwyczaju kościołów protestanckich jest zatrudnianie pastora przez radę parafialną. W tradycji bardziej shierarchizowanego kościola katolickiego jest inaczej i nie oczekujemy tu szybkiej zmiany obyczajów. Jednakże, dialog ludzi duchownych ze świeckimi został uznany jako niezbędny do właściwego funcjonowania Kościoła i każdej jego parafii, tak przez Sobór Watykański II, jak i przez szereg później wydanych oficjalnych dokumentów zarówno przez kolejnych papieży, jak i przez polski Episkopat.

Jak mądrze postąpić, aby sytuacja uległa poprawie? Nie wiem. Kościół to nie demokracja, ale jak wspomniałem, uważam, że opinia wiernych tworzących parafię św. Maksymiliana Kolbe powinna być bardzo poważnie wzięta pod uwagę przez Ojców Duchownych, do których z wiarą i nadzieją zwrócili się parafianie o pomoc. Dalsze przedłużanie tej destrukcyjnej dla wszystkich i męczącej dla większości zaangażowanych w konflikt sytuacji wydaje mi się zupełnie nie uzasadnione, tak z punktu widzenia dobra Kościoła, jak i wiernych z parafii św. Maksymiliana Kolbe.

Z poważaniem,

Witold Frączek

__________________________________________________________________

Kochani

Prośba, zamieście kopie 'credit card statemens' zamiast tego jak to było zarejestrowane w wydatkach misji. Zamieście zeskanowane dokumenty

Anna Russel-Tempczyk

Ksiądz nigdy nie przedstawił oryginalnych dokumentów czyli statementów z kart kredytowych, ani żadnego rachunku ze sklepu. Wypisywał po prostu czek na opłacenie karty z adnotacją jakie zakupy były poczynione przy użyciu danej karty. Kilkakrotnie informowałem księdza, że takie prowadzenie księgowości jest niprawidłowe a nawet nielegalne bo są to pieniądze parafian. W odpowiedzi slyszałem bym się nie martwił bo on wszystkie dokumenty ma i w razie czego komu trzeba pokaże. Jak było dalej wszyscy wiemy. Rada Parafialna zwróciła się do księdza z oficjalna prośbą o możliwość wglądu do rachunków i rodzaju wydatków. Reakcją księdza Frydrycha było rozwiązanie najpierw Rady Parafialnej wkrótce zaś Rady Finansowej. W czasie auditu z Diecezji ksiądz prawdopodobnie musiał audytorom owe dokumenty pokazać, ale to są tylko nasze domysły bo nikt nie chce o tym rozmawiać.

Zygmunt Bełza

__________________________________________________________________

Nie ma na tej stronie jednego; co dalej robić? Cała sytuacja z kosciołem katolickim stwarza naszą pozycję bardziej trudną. Los Angeles wypłaci $660 M i to nie koniec ich problemów. Sytuacja w San Diego jest też nie dużo lepsza. Mam nadzieję że zdajecie sobie doskonale sprawę z tego że nikt o nas nie dba, ani diecezja w San Diego ani księża chytrusowcy ( nie chrystusowcy). I jedni i drudzy widzą poważną sumę pieniędzy i patrzą tylko jak nas wykukac. Jeśli my nie zrobimy coś drastycznego to "nasz" k..... z biskupem zrobią "deal" i my zostaniemy na lodzie. K..... dostanie jakąś działkę i w oczach chytrusowcow będzie wyglądał i pachnial jak róża, biskup weźmie większość a my będziemy znowu poniewierali się po kątach.

W mojej opinii dobrocią i pobożnością nic z tymi "graczami" nie wygramy. Uważam że powiniśmy znaleść adwokata który zna się na prawach kanonicznych i który byłby w stanie napisać ostry list do chytrusowców i lokalnych że to i to zostało zrobione niezgodnie z prawem kanonicznym i cywilnym i jesli nasz k..... zostaje my idziemy za wami z powództwa cywilnego. Mieć papiery przygotowane do sądu i jeśli coś nie tak zakładać od razu sprawę żeby wiedzieli że my jesteśmy na serio. Oprócz tego mieć kogoś z prasy, TV kto by to od razu opublikował i tu i w Polsce całą sprawę. Oni mają teraz dosyć "bad publicity". Pozwolę sobie zaspekulować że nasz k..... był by spakowany w 48 godzin i mieli byśmy zwrócone wszystkie pieniądze które on roztrwonił.
Ja to tak widzę.
Z poważaniem,

Waldemar Nieciecki